autor pracy:
Skrzat


data zamieszczenia: 04-11-2009
inne prace autora:
    losowe inne prace z tej kategorii:
    Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się. Po pierwsze
    podaj swój nick:
    Wróc do menu: opowiadanie

    Szara Czarownica
    Natelka urodziła się w małej wiosce nieopodal głuszy Konkarii. Wychowywała się bez ojca. Od najmłodszych lat tłumiła swoją nienawiść do krasnoludów. Ci dawno temu powołali się na prawo honoru i zabrali jej ojca. Był świetnym konstruktorem i budowniczym.Był im potrzebny. Choć matka przelewała na córkę najlepsze uczucia mała Natelka bez dozoru ojca samopas zwiedzała otaczający ją świat. Nieraz zapuszczała się do głuszy. Tam poznała starą jędzę Meronikę. Starucha jedną nogą była już na tamtym świecie. Będąc bezdzietną nie chciała by jej dorobek czarnej magii przepadł. A adpept przyszedł sam. Z początku dziewczynka niechętnie przychodziła do jamy w ziemi pełnej przeróżnych zasuszonych gadów i ptaków. Jednak starucha użyła mikstury zauroczenie i Natelke owinęła wokół palca. Dziecko się szybko uczyło. Zapamiętywało bez większego problemu formułki trucizn i eliksirów. Była bardzo uzdolniona. Wreszcie wiedźma umarła. Na łożu śmierci wypowiedziała swoją ostatnią wolę Idź do "Zaklętego Kręgu".

    Choć z czasem urok staruchy minął Natelka miotana różnymi uczuciami nie widziała innej drogi. By zostać przyjętą do szkoły zaklętej magii musiała jednak się wykazać. Nie było to dla niej trudne. Przyszła z eliksirem ożywiania martwych przedmiotów. Rozlała żółty gesty płyn na stół a ten po chwili zaczął się zachowywać jak pies. Już jako dojrzała dziewczyna szybko zaaklimatyzowała się w nowym otoczeniu. Odkąd była pod opieką wiedźmy ciemne mury nie były jej straszne. Swoimi zdolnościami i urodą szybko wzbudziła zainteresowanie najzdolniejszego ucznia w szkole. Iraklis był mistrzem w zmiennokształtności. Nie raz robił głupie dowcipy i podawał się za nauczyciela. Oboje się w sobie zakochali. Iraklis był z powodu swoich zdolności pod ciągłą obserwacją. Jednak wykradał się wraz z Natelką do zapomnianego dworu. Tam uczył ją zmiennokształtności i kochał bez pamięci. Niestety wybryki Iraklisa przestały się podobać zwierzchnikom. Wydalili go ze "zaklętego kręgu". Pomimo wielkiego uczucia Natelka pozostała by dokończyć nauki.

    Po latach rozwinęła się na potężną czarownicę. Nie widziała jednak sensu w życiu. Błąkała się po świecie i nikomu nie wchodziła w drogę.
    Chodząc z karczmy do karczmy coraz częściej słyszała o nadchodzącej pladze. Wieść głosiła, że armie mrocznego pomiotu maszerują przez znany świat i niszczą wszystko na swojej drodze. Z początku Natelka słuchała tego z obojętnością. Jednak gdy usłyszała, że jej rodzime okolica są zagrożone coś się w niej obudziło. Przed oczami stanęła jej matka i dzieciństwo. W drugim odruchu ujrzała to wszystko niszczone i palone. W obawie o rodzinne okolice udała się w stronę głuszy Konkarii. Po drodze napotykał spalone wioski i powyrzynaną ludność. Im bliżej była domu tym większe widziała zniszczenia, a trwoga w sercu rosła. Sięgnęła zenitu gdy czarownica ujrzała zgliszcza swojego rodzinnego domu. Płomienie już dogasały, a w powietrzu unosił się swąd palonych ciał. W milczeniu odeszła dalej. W zajeździe do którego niegdyś posyłała ją matka, ostała tylko jedną żywą osobę. Starego ślepego mędrca. Ten wygłosił jej proroctwo. Zanim zmierzch zapadnie światu na nowo ukarze się pradawne bractwo, kto żyw niechaj w góry wysokie pierzcha. Wielki kocioł krwi zaleje świat. Bractwo stanie na straży dawnych praw jednak potęga mroku jest niezmierzona. Losy świata w ostrzu sprawiedliwych jednak gdy to nie pomoże nowe życie wyrośnie z drzewa światła . Nie kwapił się zbytnio mędrzec dalej opowiadać o wiosce. Natelke nie obchodziły sprawy plagi. Choć trochę zaczęła się zastanawiać nad tym pradawnym bractwem. Wreszcie się dowiedziała gdzie są ludzie z wioski. Mędrzec jakby ożywił się. Powiedział, że nieopodal głuszy stacjonuje wielka armia pod przywództwem jakiegoś mrocznego generał Silkari. Ludność wioski zabrano do nie woli. Miała pomagać w odszukaniu jakiegoś starożytnego przedmiotu w okolicach ruin "oazy magów". Czarownica czuła, że tam znajdzie matkę. Nie tracąc chwili czasu Natelka gnana gniewem swoje kroki skierowała do zapomnianych ruin.

    Pół dnia drogi maszerowała od głuszy. Na miejsce dotarła na wieczór. Ze wzgórza wszystko dokładnie widział. Sierp i gwiazdy na niebie oświetlały nie duży obóz mrocznego pomiotu. Obóz zajmował część doliny. Jednak praca w nim wrzała. Na dnie doliny pośród ruin oazy magów zionął wielki dół.Pośród zniszczonych ścian dawnej budowli magów raz po raz przesuwały się kształty ludzi. Wokół ustawieni byli mroczni wojownicy. Widziała jak wojownicy traktują ludzi. Gdy się jeden przewrócił od razu zastał postawiony do pionu mocnym kopniakiem. Nie mogła dojrzeć swojej matki. Jedną ręką Natelka poprawiała wybuchowe mikstury. Rwała się do ataku. Ale rozsądek podpowiadał by zaczekała. Nagle za plecami usłyszała chrupot gałęzi, gdy się odwróciła uczuła silne uderzenie w głowę po którym straciła przytomność.
    Obudziła się na miękkim posłaniu w namiocie wyścielonym skórami wilków. Po przebudzeniu obrzydliwy karłowaty sługus podał jej napój orzeźwiający. Spragniona wypiła jednym łykiem. Jednak coś dziwnego wyczuła w smaku. Nie zdążyła się zastanowić gdy do namiotu wszedł mroczny wojownik. Był jednak odziany w złotą zbroję, a u pasa kroki wojownika wprawiały czarny miecz w ruch wahadłowy. Natelka widziała w nim coś znajomego. Gdy sługus wyszedł potworna twarz wojownika spłynęła niczym woda i oczy Natelki ujrzały dawnego znajomego. Serce podwójnie zaczęło jej bić. Z powodu ujrzenia swojej największej miłości. Dodatkowo czuła, że eliksir pożądania podany jako napój orzeźwiający zaczyna działać. Rzucili się sobie w ramiona. Pocałunki skończyły się intensywną miłością. Natelka zupełnie straciła nad sobą kontrolę.
    W południe gdy dawny znajomy wyszedł, myśli w głowie czarownicy zaczęły się układać. Generał Silkari to przecież jej Iraklis. Co on tu robi i czego szuka? Co to za dziwny artefakt?. Jęła samą siebie pytać. Ale powrót uczucia miłości był tak silny, że gdy Ilkaris wracał do namiotu o niczym nie myślała tylko o ich uczuciach. Straciła rozsądek. Kilka dni później wyszła z namiotu. Ujrzała tą samą dziurę co na początku. A w niej zabiedzonych ludzi. Przypomniało jej się po co tu przyszła, ale nie robiło to na niej większego wrażenia. Żyła miłością. Powróciwszy do namiotu generała musiała stłumić burzę emocji. Gdy ujrzała Iraklisa zasypała pytaniami. Jednak ten nic jej nie odpowiedział, po za tym że jest już blisko.Chciał się kochać jak zwykle. Natelka czuła, że jest w niewoli uczuć. Nie wierzyła samej sobie, że tak mogła zapaść w uczuciu. Wiedziała, że potrzebuje jakiegoś bodźca z zewnątrz. Ale nie wiedział dokładnie czego. Otrząśnięcie miało przyjść samo.

    Kilka dni po tym leżała spokojnie i czekał na przyjście kochanka, kiedy z poza namiotu dolatywały odgłosy paniki i chrzęst broni. Wyszła i zobaczyła, że mroczni wojownicy walczą z jakąś zbieraniną rycerzy, bardów i psa. Teraz albo nigdy- pomyślała. Szybko się przebrała w namiocie, poprawiła mikstury przy pasie a gdy wyszła rzuciła jedną w nadciągającą chmarę mrocznych wojowników. Wybuch odrzucił wojowników, tak że dziwna zbieranina z łatwością dobiła mrocznych wojowników. Walka nie była długa za to obrażenia odnieśli głównie ludzie z wioski.
    Na polu bitwy pozostała Natelka, kilku wieśniaków i dostojnie odziani przybysze. Dookoła nich leżały trupy wojowników i wieśniaków. Pośród ocalałych Natelka wypatrzyła biedną przygarbioną kobietę. Dopiero po chwili rozpoznała swoją matkę. Rzucili się sobie na ramiona i po policzkach obu spłynęły łzy. Wreszcie rycerz odziany w srebrną zbroję przemówił.
    -Czego tu szukaliście?Jedna z wieśniaczek opowiedziała, że szukali jakiegoś dziwnego korzenia. Tuż przed atakiem jeden z wieśniaków znalazł ten korzeń i nie jaki Silkari jak go dostał to szybko uciekł, pozostawiając wszytko.
    Alistair wysłuchawszy historii kobiety zwrócił się do Natelki.
    -Jestem Alistair, dziękujemy za pomoc, widzę, że dobrze sobie radzisz, potrzebni nam tacy jak ty.
    Natelka po minionych wydarzeniach odzyskiwała kontrolę nad sobą, jasno usłyszała pytanie, ale nie umiała na nie tak od razu odpowiedzieć. Przypomniało jej się proroctwo mędrca z zajazdu. Czyżby oni byli Pradawnym Bractwem? Czyżby ów artefakt był korzeniem z którego wyrośnie "drzewo światła"? Ale po co to Iraklisowi? Kim on teraz jest? Co dalej??????


    KOMENTARZE:

    Brak komentarzy


    DODAJ KOMENTARZ

    Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe

    Podaj swoje imię*:
    Podaj swój adres email:
    Zapisz słownie cyfrę 6*:



    Zawarte tu prace moża wykorzystywać tylko za wyraźną zgodą autorów | Magor 1999-2018 | Idea, gfx & code: Vaticinator | Twoje IP: 34.236.191.104