Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się. Po pierwsze
podaj swój nick:
Wróc do menu: opowiadanie

Arna i Parma - Wszystko co ludzkie
    Szła ciemnym, niekończącym się korytarzem. Szła długo. Bardzo długo. Już zaczęła się obawiać, czy to dobra droga, gdy ujrzała światełko. Światełko okazało się pochodnią umieszczoną w niszy przy dużych, kutych drzwiach. Drzwi były zamknięte ale jakaś siła kazała jej je otworzyć. Nacisnęła więc klamkę, która pod naporem zgrzytnęła uruchamiając od dawna nie używany, zawilgotniały mechanizm.

    Weszła do dużej komnaty. Nie była w stanie określić, jak dużej, gdyż było w niej jeszcze ciemniej niż w korytarzu. Nagle oślepił ją blask zapalonych w jedym momencie setek świec. Rozglądała się panicznie dookoła powoli odzyskując wzrok. Zobaczyła swoje odbicia. Setki swoich lutrzanych odbić. Komnata miała bowiem kształt wielokąta o wielu wierzchołkach i cała była wyłorzona lustrami. Gdy pierszwy strach minął rozejrzała się jescze raz, spokojniej, w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia. Podeszła do jednego z luster i spojrzała na odbicie swojej twarzy. Strach minął. Była ładną dziewczyną. Wśród ludzi uważana była za piękną. Sama była człowiekiem. Tak przynajmniej myśleli wszyscy, którzy ją znali. Jakże bardzo się mylili.

    Uśmiechnęła się do siebie, by dodać sobie odwagi. Krzyknęła przerażona odsuwając sie gwałtownie od lustra. Nie miała kłów. Jej kły zniknęły. Na ich miejscu były proste zęby. Wszystkie jej zęby były upiornie proste.

    - Należysz do nas.- usłyszała delikatne szepty odbijające się echem od luster.- Nie uwolnisz się od nas. Jesteś nasza. Zawsze do nas należałaś. Zawsze będziesz do nas należeć. Zabierzemy ci wszystko, co w tobie ludzkie. Twoje zęby. Twoje uszy...

    Spojrzała w stronę lustra zakładając powoli, ze strachem włosy za ucho. Załkała widząc, że małżowina kończy się na górze szpicem. Ukryła twarz w dłoniach i zapłakała. Jednak z jej oczu nie popłynęły łzy.

    - To też zabierzemy.- zaszemrały w powietrzu echa szeptów.- Wszystko co ludzkie i twoje będzie nasze. Łzy też. Jesteś nasza. Nasza.

    - Dlaczego płaczesz, maleńka?- usłyszała dobrze znany głos.- Nie płacz, kochanie. Na pewno uda nam się to naprawić. Cokolwiek by to nie było.

    - Najdroższy. Oni mnie okradają. Oni mnie niszczą. Niszczą we mnie wszystko, co jest mi drogie.- powiedziała nadal szlochając. Ten głos niósł za sobą spokój i obietnicę lepszego jutra. To był jego głos. Głos jej ukochanego mężczyzny. Strach rozproszył się nagle, rozszedł się, jak fale na wodzie, w którą wrzuci się kamień. Uniosła wzrok. I opanowało ją przerażenie.

    Zobaczyła swojego ukochanego wiszącego w powietrzu. Wiszącego na sznurze. Powieszonego. Oczy miał otwarte. I uśmiechał się.

    - Co się stało kochanie?- powiedział. Jego usta poruszały się ale oczy pozostawały martwe. Krzyk przerażenia przeszył powietrze.

    - To też ci zabierzemy. Zabierzemy ci twoją miłość. Zabierzemy ci wzystko. Dołącz do nas. Zrozum wreszcie, że należysz do nas. Zawsze do nas należałaś. Zawsze będziesz do nas należeć. Dołącz do nas. Pomóż nam...- szepty nie dawały jej spokoju.

    - Nie! Nie! Nigdy wam nie pomogę! Nigdy do was nie dołączę! Nigdy!- coś nią gwałtownie szarpnęło.- Zostawcie mnie! Nie pomogę wam! Nie!- ponowne szrpnięcie. Tym razem mocniejsze.

    - Maleńka!- wołał do niej jej ukochany ze sznura- Kochanie!- nadal coś nią szarpało.

    Ocknęła się nagle. Ktoś szarpał ją za rękę. Rozejrzała się. Była we własnym łóżku. Obok niej, wciąż trzymając jej ramię siedział jej ukochany. Żywy. A zamiast uśmiechu na jego twarzy gościł strach.

    - Nareszcie się obudziłaś...- powiedział z wyraźną ulgą.

    - Co się stało?- powiedziała głosem zachrypniętym od krzyku, którego echo jezcze nie przebrzmiało.

    - Miałaś niespokojny sen. A potem zaczęłaś krzyczeć. Nie mogłem cię zbudzić...

    - Sen... To mi się tylko śniło...- dotknęła swoich uszu i zaraz potem zębów.- To był tylko sen...- powtórzyła już spokojniej, z wyraźnią ulgą.

    - Musiałaś mieć jakiś koszmar, kochanie.- przytuliła się do niego mocno.- Teraz już będzie dobrze.

    - Nigdy nie zostawiaj mnie samej. Nigdy.- załkała. A z jej oczu popłynęły łzy.

    - To było tylko ostrzerzenie.- usłyszała w głębi swojego umysłu ciche echa delikatnych szeptów.- Bedziesz nasza. Prędzej, czy później. Czy tego chcesz, czy nie. Bedziesz nasza. Nie zależnie od tego, jak dużo będziemy musieli ci zabrać. W końcu do nas wrócisz.


KOMENTARZE:

Brak komentarzy


DODAJ KOMENTARZ

Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe

Podaj swoje imię*:
Podaj swój adres email:
Zapisz słownie cyfrę 8*:



Zawarte tu prace moża wykorzystywać tylko za wyraźną zgodą autorów | Magor 1999-2018 | Idea, gfx & code: Vaticinator | Twoje IP: 3.238.95.208