Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się. Po pierwsze
podaj swój nick:
Wróc do menu: opowiadanie

Ucieczka zakochanych
     Była księżniczką jak i wszystkie inne. Różowe tiule, koronki...bla bla bla... każdy z nas przecież zna tę historię. I jak wiele innych marzyła o swoim księciu, który miał nadjechać na białym rumaku, z rozwianym włosem, z... bla bla bla..., bo przecież każdy z nas zna tę historię. Podsumowując, nie była to niczym wyróżniająca się królewna, a nawet ośmieliłabym się na smutne stwierdzenie, zali była kolejną przeciętną królewną.
     Ot tak.
     I już.
     Inteligencją też z resztą nie grzeszyła.
     Co najwyżej jej brakiem.
     Więc nie zmartwiło jej zbytnio uprowadzenie. Nawet uprowadzenie przez Wstrętnego Przerażającego Potwora. Była wręcz zadowolona.
     No, bo też ile można czekać na swojego rycerza? Księżniczka, zwana Brunhildą, zadecydowała, że już najwyższa pora na zamążpójście. Otóż Śnieżynka (to już będzie z pół roku) poznała swego obecnego męża (daj Bóg, chyba Henryk mu jest) przy mordowaniu smoka (całkiem ładny okaz był, duży, aczkolwiek po kilku dniach podróży w pełnym słońcu śmierdział niesamowicie). Pulpecja, natomiast, Zdzisia poznała przy trollu (na pewno był jaskiniowym trollem). Trochę jednak niezręczne to było, gdyż Zdziś (doprawdy, uroczy chłopak, uroczy, nawet mimo tupeciku) w swych zapędach i Pulpkę chciał oskalpować, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a i nowa fryzura przyjęła się całkiem dobrze. Zaś Anabellę wydano właściwie nie za księcia, lecz za jego majątek, ale jest to historia niesamowicie nieromantyczna, więc nią nie warto zawracać sobie głowy.
     Tak, więc biedna Brunhilda była jedyną niezamężną księżniczką, podczas gdy reszta...bla bla bla...każdy z nas przecież zna tę historię.
     Zatem nasza księżniczka zamiast wydawać "Zrozpaczone okrzyki z piersi dziewiczej", spokojnie dała się uprowadzić Wstrętnemu Przerażającemu Potworowi, w myślach układając listę gości weselnych. Jednak przeszkadzał jej lekko odór Wstrętnego Przerażającego Potwora. Był iście obrzydliwy i nie tłumił go nawet worek narzucony na jej główkę, który to w dodatku niszczył jej przemyślną i długo układaną fryzurę.
     Na myśl o fryzurze Brunhilda wpadła w popłoch. Wymarzony książę nie może przecież zobaczyć jej rozczochranej i nieprzygotowanej.
     Zaczęła, więc uprzejmie stukać Wstrętnego Przerażającego Potwora, aby zwrócić jego uwagę.

***


     Barbara podrzucił swój tobołek na ramieniu w celu uspokojenia go. Niezbyt lubił, gdy młode pannice zaczynały go okładać pięściami. Do końca nigdy nie mógł zrozumieć, dlaczego istota tak krucha i na pierwszy rzut oka słaba, nabija mu guza wielkości kaczego jajka bez najmniejszego problemu. Zdawało mu się być to sprzeczne ze wszelakimi prawami fi-zjo-lo-gi-czny-mi, które kiedyś tłumaczył mu Motrysz. Wprawdzie nic z nich wtedy nie zrozumiał, ale Barbara miał zbyt miękkie serce dla Motrysza, szczególnie, gdy ten się upił i zaczynał opowiadać bajki.
    Cóż, bywa.
     Z worka dobiegło pełne oburzenia stęknięcie i pannica się uspokoiła. Barbara zaczął wesoło pogwizdywać.

***


    Brunhilda krzyknęła z oburzeniem, gdy Wstrętny Przerażający Potwór rzucił nią. Miała wrażenie, że wyrzucił ją na 10 metrów w górę i spuścił na skały. Po poruszaniu się owych skał odgadła, że wciąż znajduje się w łapach Wstrętnego Przerażającego Potwora i wędrują dalej. Gdy usłyszała, jak zaczyna warczeć z zadowolenia, po plecach przeszły jej ciarki.
    Nareszcie! Tyle lat już czekała na swojego Księcia i chwila Jego nadejścia musi być coraz bliższa, skoro Wstrętny Przerażający Potwór zamierza ją zjeść na kolację!
     Księżniczka poprawiła, na tyle ile mogła, swoją fryzurę i czekała z uśmiechem na dalszy rozwój wypadków.

***


     Tymczasem Barbara otworzył stare, spróchniałe drzwi i wszedł do małego, obskurnego domku. Przeszedł przez pierwszy, zupełnie pusty, pokój i położył pannicę na sienniku. Po czym rozwiązał worki i podziwiał swą zdobycz. Jednak nie zachwycał się nią długo, gdyż ona zaraz krzyknęła rozdzierająco i zemdlała.
    -Kobiety...- westchnął Barbara nad swym losem i wyszedł z pokoju.

***


    Księżniczka poczuła jak Wstrętny Przerażający Potwór rzucił ją na stos stęchłych szmat. Potem zdarł z niej worek. Brunhilda zaniepokoiła się. Nigdzie nie słyszała tętentu białego konia, zgrzytu złotej zbroi, okrzyku bojowego...bla bla bla... każdy z nas przecież zna tę historię. Obawiając się o punktualność swego Rycerza, Brunhilda postanowiła grać na czas. Krzyknęła, oczywiście tylko po to, by dać swemu Rycerzowi znać gdzie się znajduje, i malowniczo osunęła się na podłogę.

***


    Barbara domyślał, że tak się stanie i nie pomylił się wcale.
    Motrysz usłyszał krzyk pannicy.
    Motrysz przybiegł.
    Motrysz zobaczył pannicę.
    Motrysz nie dał sobie wytłumaczyć.
    Motrysz zrobił awanturę.
    I na końcu spytał:
- Co ty o niej w ogóle wiesz?!
    Barbara zamyślił się. Na to pytanie nie był przygotowany. Po chwili odpowiedział lekko niepewnie:
-Uczuciowa jest. - i uśmiechnął się do Motrysza, mając nadzieję, że wygląda przekonująco.
-Taaa...? - dopytywał dalej Motrysz, samym tonem głosu dając do zrozumienia, że nie będzie słuchał długo.- Niby powiedziała ci to?
- Nie. - Barbara zaczynał się czuć coraz gorzej pod spojrzeniem Motrysza.- Ale... ale za każdym razem, kiedy wchodzę, mdleje! To jest oznaka uczuć!
- Najpewniej gorących...- Motrysz potarł czoło. Zaczynała go boleć głowa od tego wszystkiego. A przez ból głowy zaczynał słyszeć jak mu krew w żyłach pulsuje...Tudum tudum tudum...i coraz głośniej...i jeszcze głośniej...
    Barbara pociągnął go za rękaw.
-Słyszysz? - zapytał ściszonym głosem.
-Tak, to tylko ja... - zaczął Motrysz, ale Barbara mu przerwał.
-Ty raczej nie wydajesz odgłosu jak cała kawaleria!
     Motrysz podbiegł do okna i ostrożnie wyjrzał zza strzępów firanki.
    Barbara się pomylił. To nie była kawaleria.
    Na oko Motrysza wyglądało to jak półtora rozwścieczonej kawalerii.
- Barbara, coś ty narobił?!
-No, myślałem... - zaczął nieporadnie.
-To więcej tego nie rób! Nieważne, co myślałeś!- powiedział Motrysz zaczynając szukać wyjścia.
-... że jakby faktycznie król miał na usługach...
- Zaraz ja się mu wysłużę i cię zasztyletuję!
-...tropiciela, to na pewno mnie znajdzie po odciskach stóp...
- Może mi jeszcze powiesz, że to było planowane?! - Motrysz gwałtownie zaczął szukać swojego miecza, spoglądając złowrogo na Barbarę.
- No chyba nie byłoby źle poznać teścia... - potwór się zawahał
- Przecież ja ciebie...!!! - mężczyzna złapał krzesło i rozbił je na głowie Barbary. Krzesło osobiście nie wiedziało czym zasłużyło sobie na taki los, zatem pękło z trzaskiem.
     Barbara podrapał się po czerepie, powyciągał drzazgi zza paznokci i spokojnie powiedział:
- To może w końcu teraz wymyślimy, jak im się wymknąć?

***


    Półtora rozwścieczonej kawalerii wpadło, porwało księżniczkę i wypadło. Przynajmniej tak to wyglądało z lotu ptaka. Motrysz siedzący na belkach pod stropem odetchnął z ulgą. Co prawda Barbara pochlipywał pod nosem, ale żołdacy, słynący ze swego kalectwa umysłowego zwalili to wszystko na przeciekający dach. Mężczyzna tylko spojrzał na dziury w dachu i przyznał im częściową rację. Niestety przez te dziury widział też bezchmurne niebo i piękne, gorące słońce...

***


    Monrohir, ojciec Brunhildy i władca Farhlandu, odetchnął z ulgą. Poczuł się dziwnie, gdy żona zmuszała go do ratowania ich córki i ewidentnie czuł się źle na myśl, że znów będzie musiał znosić jej humory. Już się martwił, że trzeba będzie szukać nowej wieży z lawą i smokiem, co...bla bla bla... każdy z nas zna przecież tę historię... lecz z zadowoleniem zauważył, że jego córcia nie opuszcza na krok pierwszego rycerza, który wpadł do owej chałupy. Nie pamiętał wprawdzie, jak ma on na imię, ale takie braki można szybko nadrobić...Ot, choćby przy ceremonii ślubnej...
Król uśmiechnął się jak kot, który właśnie najadł się śmietanki. Rycerzowi, który lepiej by pozostał bezimienny, na ten widok zrzedła mina.

***


Motrysz nie mógł patrzeć na osowiałego Barbarę. Snuł się on z kąta w kąt, ze spuszczoną głową i nawet burdy pijackie go nie bawiły... Szczerze mówiąc, Motrysza gryzło sumienie. I mówiąc po raz drugi szczerze, ani trochę mu się to nie podobało.
Aby je trochę uspokoić, kilka dni po wypadkach owych zabrał Barbarę do przyjezdnego cyrku. Wprawdzie Barbara trochę się bronił, lecz w końcu zgodził się.
Przedstawienie przebiegało jak zwykle. Trochę wymalowanych facetów z czerwonymi nosami, trochę wymalowanych podstarzałych akrobatek i mnóstwo wymalowanych, szeleszczących pod nogami afiszy.
    Motrysz już smacznie usypiał, gdy nagle poczuł jak Barbara, w przebraniu otyłego, niskiego mnicha, zaczął go gorączkowo ciągnąć za rękaw. Wpatrywał się on w arenę jak urzeczony. A na jej środku stał treser z przypominającym olbrzymią jaszczurkę potworem. I był niewątpliwie płci żeńskiej. Barbara wpatrywał się głodnym wzrokiem we wszystkie ewolucje i klaskał żarliwie na koniec.
    Po pokazie migiem pomknął za namiot. Motrysz, roślejszy przeto od potwora, musiał się przeciskać przez tłum,i zanim dotarł za namiot, było już praktycznie po wszystkim. Treser leżał na ziemi z podbitym okiem, a Barbara trzymał za rękę uroczą, chichoczącą szkaradę. Motrysz zauważył ze zdziwieniem, że mimo swoich łusek, potrafi się ona rumienić.
Barbara wpatrywał się w nią i wreszcie zdołał wykrztusić:
-Pani! Jak cię zwą...? - i zamarł w oczekiwaniu na odpowiedź.
Szkarada zatrzepotała powiekami, zarumieniła się, o zgrozo, jeszcze bardziej i powiedziała:
-Barnaba...
    Motrysz jęknął.


KOMENTARZE:

Tylda (~) oznacza podpis osoby niezarejestrowanej.


2007-05-03 22:19    IP: 83.8.25.11


podoba mi sie. ładne. ale do cholery: TĘ historię. nie TĄ historie. gratuluje autorce.
--
~Kama


2008-02-07 21:03    IP: 213.158.196.109


Swietne opowiadanie:P
--
~paula


2008-09-30 08:07    IP: 83.4.164.49


super a moze nie do kitu:P
--
~Maja


DODAJ KOMENTARZ

Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe

Podaj swoje imię*:
Podaj swój adres email:
Zapisz słownie cyfrę 1*:



Zawarte tu prace moża wykorzystywać tylko za wyraźną zgodą autorów | Magor 1999-2018 | Idea, gfx & code: Vaticinator | Twoje IP: 54.82.7.231