Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się. Po pierwsze
podaj swój nick:
Wróc do menu: opowiadanie

Sznur
-Czy jesteś pewna, że wiesz, co robisz?
    Siedziała na balustradzie mostu i popatrzyła w ciemną toń.
-Nie bardzo.
    Zaciągnął się papierosem i powoli wypuścił dym. Chwilę stał w milczeniu, patrząc na nocne światła miasta.
-Piękna noc, aczkolwiek zimna. Jak będziesz tak dalej siedzieć, to przeziębisz sobie pęcherz.-pokazał niedopałkiem na kamień owinięty sznurem, który był przywiązany do jej szyi.- A to wdzianko na pewno cię nie ogrzeje.
    Dziewczyna niepewnie zaczęła się bawić sznurem.
-Ale to jest jakieś wyjście...Chyba.
    Mężczyzna strzepnął popiół do rzeki i głośno westchnął.
- Przeziębienie sobie pęcherza? Nie sądzę. Potrafi tylko jeszcze bardziej skomplikować życie i jeszcze to pieczenie...
    Dziewczynie zaczęła się trząść broda, a po policzkach pociekły łzy.
-Ty nie wiesz jak to jest! Problemy w domu, w szkole, wszędzie. Jestem...
-...bardzo samotna, opuszczona przez wszystkich i niezrozumiana?- dokończył mężczyzna, patrząc na nocnego żuczka idącego po balustradzie koło jego ręki.
    Panienka chwilę namyślała się z otwartymi ustami, po czym przytaknęła i wybuchła rozpaczliwym szlochem.
    Mężczyzna w myślach policzył do dziesięciu, po czym wyciągnął z kieszeni chusteczkę i podał jej. Miał pewność, że przez te łzy nie zobaczyła jak mały chochlik z chusteczki pokazał nieprzyzwoity gest i poszedł sobie.
-No już, nie płacz. Świat jest faktycznie be, ale czy nie ma tu rzeczy cudownie pięknych?
-Na przykład? - wychlipała.
    Zapadła niezręczna cisza.
-...Wieloryby? - powiedział po krótkim wahaniu.
-Jak to wieloryby? - spytała z ciekawością. Mężczyzna pogratulował sobie w duchu. Przynajmniej przestała ryczeć.
- No, są piękne, takie duże i silne, i e.. eeee.. śpiewają.
    Dziewczyna znów wykrzywiła buzię w podkówkę i zaczęła rozpaczliwie chlipać.
- Nie podchodź! Jak podejdziesz, to od razu skoczę! I tyle będziesz miał! I tak skoczę!- zaczęła krzyczeć.
    Mężczyzna wyrzucił całkowicie spalonego papierosa do rzeki.
-Wiesz, woda jest zimna i to takie nieprzyjemne uczucie, kiedy nie możesz już wziąć kolejnego oddechu. Naprawdę chcesz zostać tylko pokarmem dla rybek? Nie jest to dobrze płatny zawód. Ani, tym bardziej, wdzięczny. - Mężczyzna udawał, że się zamyśla - Można się uśmiercić całkowicie bezboleśnie, wiesz?
    Dziewczyna popatrzyła na niego zaczerwionymi oczami.
-Naprawdę? Ot tak?- zapytała z niedowierzaniem.
-Wystarczy, że pstryknę palcami i nie żyjesz. Taka sztuczka.
    Pannica poderwała się i stanęła na balustradzie.
-Ja wiedziałam! Ty jesteś Śmiercią! I przyszedłeś po mnie! Tak zawsze było w opowiadaniach!- spojrzała na niego z wyrazem tryumfu.
    Mężczyzna podrapał się po bujnej czuprynie.
-Coś w tym rodzaju.
-A nie powinieneś mieć kosy? I być bardziej... chudy?- zapytała dziewczyna podejrzliwie.
-Ważę tylko 60 kilo, mam niedowagę. - powiedział z pretensją.
-A kosa?- obstawała przy swoim dziewczyna- Jak chcesz mnie zabić skoro nie masz kosy?
    Mężczyzna chwilę pogrzebał w kieszeni kurtki, po czym wyjął nożyczki.
-Starczy? - zapytał z nadzieją.
    Dziewczyna znów zaczęła płakać.
-Zdaje mi się, że nie bardzo.- mruknął - Wiesz, może jednak jest lepsze wyjście?
-Skoro nawet porządna śmierć do mnie nie chce przyjść?! Jestem...!
-...beznadziejna.- Dokończył mężczyzna. Odpowiedziało mu tylko głośne zawodzenie. - Ale wiesz, nawet to ma swoje zalety.
    Chyba już nie chciała go słuchać, gdyż nie zmieniła tonu swojego lamentu. Mężczyzna wyjął drugiego papierosa z powietrza i go odpalił od palca. Dziewczyna i tak kompletnie go zignorowała.
    Delektował się chwilę smakiem dymu, po czym spojrzał na nią.
-A właściwie to jak masz na imię.
    Powiedziała mu.
    Patrzył chwilę na nurt rzeki.
-Pozwolisz, że będę ci mówił "dziewczyno"? - zapytał. Nie wyobrażał sobie, że można aż tak skrzywdzić dziecko.
    Skinęła głową, wycierając nos w zużytą chusteczkę. Mężczyzna pogrzebał chwilę po kieszeniach, po czym wyjął kawałek kredy. Strzepnął nią. Kreda wydłużyła się i stała elastyczna. Podał tą nową kredo-chustkę dziewczynie. Podziękowała mu siąknięciem.
    -Mów mi Dymitr. - kolejne siąknięcie.- Czy twoi rodzice aprobują twoje rozrywki?
    Dziewczyna potrząsnęła głową i zaczęła krzyczeć
- Moi rodzice to beznadziejne wraki o ciasnych horyzontach! Nic nie rozumieją! Ja w ogóle...
- ...nie potrafię się z nimi dogadać, wszystkiego mi zabraniają?
    Dziewczyna głośno wydmuchała nos i spytała
- Czy Śmierć wie wszystko?
    Dymitr przydusił papierosa na balustradzie i głośno westchnął
- Myślisz, że tylko ty masz problemy? Pracuję bez urlopu, bez płacy, bez szans na awans. Nie spełniam się towarzysko, nie mam wzięcia u kobiet, wracam do pustego domu i od razu ruszam znów w trasę! Wiesz, kiedy ostatnio jadłem ciepły obiad? Wiesz, kiedy w ogóle ostatnio jadłem?!
    Zapadła chwila niezręcznej ciszy.
-A potrzebujesz jeść? - spytała Ona niepewnie.
-Nie. - powiedział Dymitr po namyśle. - Ale to strasznie deprymujące uczucie, gdy jesteś wciąż niegłodny.
    Mężczyzna z rezygnacją wyciągnął zza ucha zapalonego papierosa. Miał nadzieję, że dziewczyna nie spostrzegła, że nic za uchem tak naprawdę nie miał.
- Wiesz, możemy sobie pomóc nawzajem. - powiedział, wypuszczając dym.
    Dziewczyna obtarła oczy kredo-chustką, wskutek czego jej cała twarz została biała. No tak, pomyślał Dymitr, zawsze detale, zapominam o detalach. Dotknął twarzy dziewczyny i wytarł ją z białego pyłu.
-Ja pomogę tobie, ty pomożesz mi. To chyba sprawiedliwa zamiana.
    Dziewczyna skinęła głową.
-Ale jak chcesz to zrobić? - spytała z powątpiewaniem.
    Mężczyzna chwilę pomyślał, po czym spostrzegł nożyczki leżące obok na balustradzie. Wziął je w dłoń i przeciął sznur opasujący szyję dziewczyny i wiążącej ją do głazu.
- I wymyśl sobie jakiś pseudonim. - powiedział jej.- A teraz ty pomóż mi.
    Dziewczyna popatrzyła chwilę za kamieniem, po czym przeniosła wzrok na Dymitra.
    Patrzyła.
    Patrzyła.
    Patrzyła.
    I wybuchła płaczem.
-I wszystko popsułeś! - krzyknęła, po czym pocałowała go w czubek głowy - I wiem, że wcale nie jesteś żadną głupią Śmiercią!- i odeszła ulicą płacząc.
    Dymitr chwilę patrzył na nią w zamyśleniu, przygładzając swoje włosy tak, aby zakryły niewielki róg, który dziewczyna niechcący odsłoniła. Chyba jeszcze nigdy w swym długim życiu nie widział na twarzy jednocześnie wyrazu nieskończonej ulgi i rozpaczy.
    Nagle cień zalegający pod balustradą się wybrzuszył i wychynęła z niego postać w długim, czarnym płaszczu.
    Bardzo chuda postać.
-Ostatni raz odwalam za ciebie brudną robotę. I nie będzie mnie obchodzić ani reumatyzm w twoich kościach, ani pomoczenie twojego płaszcza.- oznajmił Dymitr głośno i dobitnie.
    Głos cichszy od szeptu powiedział: Ale ona tak naprawdę nie chciała umierać.
    Dymitr wzruszył ramionami.
- Nie jestem aniołem.
    To nie to czym jesteśmy kieruje nami, lecz to, co mamy wewnątrz siebie.
-Zatem bardzo ci współczuję Panie_Którym_Kierują_Żebra.- powiedział cynicznie Dymitr.
    Ja jestem tylko ciekaw, jak ty to robisz.
-Wszystko zależy od tego, aby przeciąć sznur.
    Tylko sznur?
-Tak.
    Chwilę stali w ciszy.
    Po czym Dymitr dodał do siebie
-Tylko tyle.


KOMENTARZE:

Tylda (~) oznacza podpis osoby niezarejestrowanej.


2006-03-06 18:48    IP: brak danych


To jest naprawde dobre gówno. Naprawde dobre.
--
Kamila



2006-03-11 18:03    IP: brak danych


Ale mimo to - gówno!
--
Gammaliel



2006-07-18 20:55    IP: brak danych


Mnie się tam w sumie podobało-bywały gorsze...
--
~Silva


2017-08-03 22:35    IP: 79.185.217.168


Wspaniałe za każdym razem, gdy do niego wracam.
--
~Illirethea


DODAJ KOMENTARZ

Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe

Podaj swoje imię*:
Podaj swój adres email:
Zapisz słownie cyfrę 5*:



Zawarte tu prace moża wykorzystywać tylko za wyraźną zgodą autorów | Magor 1999-2018 | Idea, gfx & code: Vaticinator | Twoje IP: 54.82.7.231