Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się. Po pierwsze
podaj swój nick:
Wróc do menu: opowiadanie

Planeta..
Na białym piasku
u stóp oceanu
spotkały się nasze usta
kołysałam się jak statek na falach
morze zmyło nasze ślady...


    Biały piasek lizał jej stopy. Kiedyś na początku bała się tego, potem ją to trochę śmieszyło. Teraz nie zwracała już na to uwagi. Jej przyjaciółka - Malwa, mówiła, że piasek nie liże, że próbuje, jeśli znajdzie pasujący smak - zabije.. Tak naprawdę mało ja to obchodziło. Były już tu szesnaście lat i wciąż, w odróżnieniu od wielu stosujących się do Zasad, żyła. Teraz ważne były dla niej tylko spotkania z Teoro, jak w myślach nazywała swego morskiego kochanka. Pozwalały jej one żyć i to niemal dosłownie, gdyż nasienie tyfon, które skrupulatnie zbierała, wymieniała potem na Wspólnym Rynku na żywność.
    W kłębach piany, które nagle pojawiły się u brzegu dostrzegła zarysy wężowych kształtów. Rozgrzmiał głos jak dźwięk trąb. Dźwięk narastał, grzmiał i niemal jak zwykle, przy spotkaniach w tej kwadrze księżyców, straciła przytomność..
    Obudziła się później niż zwykle, w radiu grała muzyka.. W monotonnym dźwięku Personalnego Odbiornika odczytała godzinę O-PP. Czyli przeleżała na piasku prawie cały dzień, dobrze, że fioletowe słońce było dla niej łaskawe. Gdy obejrzała się dokładnie nie znalazła śladów spieczeń, ani żadnych odbarwień skóry.. Odetchnęła głęboko, założyła porozrzucane ubranie i zabrała się za zbieranie skostniałej spermy. Dziś było jej szczególnie dużo więc, być może, Teoro współżył z nią dłużej i to jego ciało osłoniło ją przed promieniami zabójczego słońca.. Umieściła kawałki w torbie po zużytym pakiecie medycznym, przerzuciła ją przez ramię i ruszyła do Osady.
    Wolno idąc rozmyślała o swym tajemniczym adoratorze. Zaczynało zmierzchać. Pierwszy raz spotkała go jakieś dziewięć lat temu. Kąpała się nago w morzu i poczuła sprężystą mackę owijającą się wokół jej ramienia.. Wrzasnęła przerażona i szaleńczo młócąc nogami rzuciła się w kierunku brzegu. Macka lekko ześliznęła się z niej i pozwoliła swobodnie odpłynąć. Dotarła do brzegu, wypełzła na czworaka na piasek i dopiero w głębi plaży pozwoliła sobie na spojrzenie w tył.. Czekał na nią na granicy wody i piasku. Wielkie oczy, ułożone w wianek, wkoło strzelistej czaszki głowonoga spoglądały tak czule i tęsknie.. Ujął ją tym długim, przeciągłym spojrzeniem. Patrząc na niego miała świadomość, że gdyby tylko chciał mógłby ją zatrzymać, a nawet zgnieść w jednej chwili, jak tubkę koncentratu. Pamiętała Pierwszą Wspólna Wojnę, tuż po lądowaniu statku, gdy tyfony przegnały ludzi z okolic oceanu i piaszczystych plaż, pozostawiając im do użytku Zatoki Alfa i Brawo oraz ich strzeliste, kamieniste ściany.. Widziała wtedy Żołnierzy, którzy byli rozrywani na strzępy przez potwory. Pamięta, jak pierwszego zabitego tyfona odciągnięto od brzegu, wykonano na nim sekcję, pobrano próbki i dane wysłano, z pomocą, wtedy jeszcze działającego, Nadajnika. Tamten Tyfon miał dziewięć metrów długości, przy czym trzon korpusu, stanowił około półtora metra, a macki resztę. Najszersze z nich miały u podstawy ciała około siedemdziesięciu centymetrów obwodu.. Był to, prawdę mówiąc, jeden z najmniejszych widzianych przez nią okazów. Teoro miał na oko dwadzieścia - dwadzieścia parę metrów długości, jego trzy macki prowadzące miały obwód większy od obwodu jej barków, ledwo mogła je objąć ramionami, czy otoczyć nogami.. Przy swoich wymiarach mógł być przywódcą kohorty lub może nawet księciem Obszaru.. Wiedziona niewytłumaczalnym impulsem wróciła do niego, a on z gracją, lekko wypełzł na plażę, udowadniając, że mógł ją bez trudu zatrzymać też na lądzie.. Zbliżała się, czując jego słonawy zapach, tak, że w końcu oparła wyciągnięte dłonie o wielki trzon jego głowo - ciała. Lekko zadrżał i otoczył ją delikatnymi, krótkimi wicio - mackami. Wcale nie był, jak jej się wydawało, zimny, ani oślizgły.. Miał elastyczną powłokę, temperaturę lekko poniżej jej rozgrzanego słońcem ciała i wspaniałe mięśnie grające pod ta gumiastą skórą. Był potężny, wyglądał jak bóg oceanu z jej dziecięcych wyobrażeń. Ten, któremu na Ziemi nadano nazwę Posejdona i obleczono w ludzkie ciało, był jakiś mało przekonywujący. Tyfon przed nią, górujący nad nią jakieś trzy metry w górę, był prawdziwym władcą wodnej przestrzeni. Przytuliła się do niego i objęła ramionami.. Tyfon zadrżał mocniej i wydał przypominający mruczenie dźwięk. Wibrujący, głęboki, coś, jakby:
- Oro.. oro.. oro..
    Widziała na filmach stworzenia, które podczas pieszczot wydawały podobny dźwięk. Na planecie, z której przybyła nazywały się - koty..
    Nazwała go Tyfon Oro. Potem skróciła to imię do - Te oro. Teoro. Za pierwszym razem kochali się nieporadnie, nie znając swych stref erogennych, instynktownie odgadując, co sprawia przyjemność, co drażni, a co podnieca.. Nigdy nie penetrował jej w środku, tak, jak ona nie dotykała jego wrażliwej obwódki wokół i samego otworu gębowego. Mimo, że miała najpotężniejszego kochanka z ludzkich kobiet, wciąż była dziewicą.. Pieścili się długo, słońce wyraźnie przesunęło się po niebie, aż tyfon zachłysnął się powietrzem i wystrzelił na nią jasno - ciemnobeżowym nasieniem, które szybko zaschło skawaliło i odpadło nie pozostawiając śladów na skórze. Teoro zanurzył się w głębię, przedtem wskazując na słońce i zakreślając macką w powietrzu trzy koła. Ciemnobeżowe okruchy wydzielały tak przejmującą erotycznie woń, że uklękła i wyzbierała, w kieszenie pozostawionego na plaży kombinezonu, wszystkie kawałki. Potem sprzedała je na targu, jako egzotyczna ambrę. Substancję, o której słyszała w filmie edukacyjnym o życiu wielkich morskich ssaków - wielorybów.
    Spotkali się po trzech dniach. Tym razem seks był inny Teoro zaczął wydawać dźwięk, jak granie potężnych trąb. Dźwięk, którego częstotliwość doprowadzał ją do utraty przytomności.. Wtedy, gdy się ocknęła, też była pokryta stwardniałą spermą. Z czasem przyzwyczaiła się, że dwa na trzy spotkania tak wyglądają, że jest to zależne od fazy księżyców i czasem służy do odpędzenia intruzów z okolicy.. Gdy była nieprzytomna kochał się z nią szczególnie delikatnie, ocierając się mackami i tuląc wielkim ciałem. Wiedziała to, opowiedziała jej to Malwa, którą wtajemniczyła w romans i poprosiła o sprawdzenie, co się dzieje, kiedy leży nieprzytomna. Malwa podglądała z wydm, mając uszy zatkane kołeczkami.. Była przychylna jej związkowi, gdyż miała udział w jej zyskach. Do jej obowiązków należało sprawdzanie czy idąc na spotkanie nie jest śledzona oraz zacieranie i mylenie śladów.. Raz, było to jakieś trzy lata temu musiała stoczyć walkę i zabić jakiegoś samca, który śledził je aż od terenów Wspólnego Rynku.. Malwa była trzykrotną zwyciężczynią Olimpiady, dwa razy wygrała też w zawodach międzypłciowych z samcami.. Była fantastyczna, w jednej z naw holu zgromadzeń, stał jej posąg. Młodsze dziewczyny składały tam kwiaty, parę raz zdarzyło się znaleźć tam odciętą łechtaczkę - wyraz największego uwielbienia, jaki może żywić kobieta do kobiety..
    Dostrzegła światła sygnalizacyjne Osady. Wielkie czerwone lampiony kołysały się leniwie na wietrze. Okrzyknęła się z regulaminowej odległości i poczekała na odzew..
Odezwała się któraś z sióstr Ester, wygłupiając się przy tym jak zwykle.. Uśmiały się, a gdy mijała wieżę obserwacyjną celnie trafiła ją kamykiem a tyłek.. Uciekła ścigana groźbami i schroniła się w chatce, którą dzieliła z Malwą.. Upadła ze śmiechem na miękkie kobierce zdobiące podłogę. Malwy nie było. Jak zwykle o tej porze.. Pewno piła w knajpie lub, jako Taktyk Osady, prowadziła jakieś ćwiczenia i snuła plany w Domu Rady..
    Wypakowała "ambrę" do skrytki w podłodze i przyciągnęła fotel do drzwi, by potem przeciągnąć go przez wysoki próg na zewnątrz. Usiadła podciągając nogi i opierając brodę o kolana. Patrzyła na migocące w świetle latarń resztki Lądownika.. To wszystko, co po walkach, zostało ze sprzętów starej Ziemi.. To i trochę ekwipunku. Praktycznie niezniszczalne kombinezony, radia, trochę medykamentów, projektory edukacyjne, testery i trochę broni..
    Ich wyprawa była pionierską wyprawą rodzaju ludzkiego do innego układu słonecznego.. Czas wyprawy do systemu, w którym zgodnie z wszelkimi obserwacjami, znaleziono warunki idealnie pasujące do życia dla ludzi wynosił ponad dwieście lat..
    Podjęto ambitny projekt "Siewcy Życia" i zamiast żywej załogi, której pokolenia by żyły i umierały na gigantycznym statku, jeszcze zanim by dotarły do celu, wysłano w stosunkowo małym transporterze ludzkie embriony.. Na piętnaście lat przed lądowaniem zaczęto je stopniowo wybudzać, a wyspecjalizowane roboty przejęły funkcje położnych, lekarzy, potem - nauczycieli i instruktorów, którzy uczyli i szkolili w orbitującej wokół Planety bazie.. Precyzyjnie dobrane genotypy zapewniły wyprawie właściwy skład, ściśle dobranych do potrzeb wyprawy, uczestników.. Byli więc Technicy, Żołnierze, Lingwiści, Naukowcy, zapewniono nawet trzon przywódczy i logistyczny.. Nikt nie przewidział, że wkrótce po lądowaniu dojdzie do konfliktu i wybuchnie wewnętrzna wojna, w której strony podzielą się między sobą według płci.. Powstały dwa stronnictwa Samic i Samców..
    Jeszcze nie zagoiły się rany tej wojny, a już sama Planeta wystawiła do walki swoje oddziały.. Pojawiły się ciche hordy wężo-ptaków, olbrzymie gady podobne do mitycznych smoków i Tyfony - panujący na obszarach słonych wód, podobni do kałamarnic, giganci.. Stosunkowo neutralni okazali się inni mieszkańcy planety. Pewnym kuriozum okazały się cuda w formie myślącego piasku, czy roślinności, która potrafiła pokonać dziennie kilometry w poszukiwaniuźródeł wody i padliny..
- Cześć, kochanie! Jak minął dzień? - Malwa przyskoczyła do niej z mroku i gorąco pocałowała w usta..
    Śmiejąc się, objęła ją ramionami za szyję i pozwoliła wnieść się do domu. Położyły się na wielkim łożu i zaczęły kochać, by potem wolno zasnąć, patrząc razem przez świetlik w dachu na mijające się na niebie Milo i Aresa, dwa z trzech księżyców Planety..                                    


KOMENTARZE:

Tylda (~) oznacza podpis osoby niezarejestrowanej.


2005-08-21 00:36    IP: brak danych


Świetne... naprawde mi się podoba :) Mógł byś te opowiadanie opublikować na blogu i dodać następne odcinki... napewno miało by dużo zwolenników :)
--
~Memphis


2005-09-08 22:19    IP: brak danych


Ok. Jak zwykle Ramirez w pełni przygotował sie do pisania, choć nie wiem jak mozna się przygotowywać do tego rodzaju sztuki... Ale, do cholery, ODCIĘTA ŁECHTACZKA?! Zapachniało mi "Goranem niesmiertelnym" taka książeczka. nie wiem czemu. Pewnie to tylko złudzenie. Nie gratuluje ci Ramirezie, bo nie lubie sie powtarzac. Ale ty i tak wiesz... :)
--
Kamila



2006-02-28 18:29    IP: brak danych


opi[i[pi;oiyjyru
--
~justyna


DODAJ KOMENTARZ

Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe

Podaj swoje imię*:
Podaj swój adres email:
Zapisz słownie cyfrę 6*:



Zawarte tu prace moża wykorzystywać tylko za wyraźną zgodą autorów | Magor 1999-2018 | Idea, gfx & code: Vaticinator | Twoje IP: 54.82.7.231